Dorota Szepetowska „Morze Martwe – 'czysta’ radość”

Ostatnim dniem wyprawy do Izraela był pobyt nad Morzem Martwym. W ciągu wieków przylegały do niego różne nazwy: Cuchnące Morze, Diabelskie Morze czy też Jezioro Asfaltowe. W Biblii nazwano je Morzem Słonym oraz Morzem Araby. Według tradycji, akceptowanej przez wielu uczonych, głęboko na dnie leżą ruiny Sodomy i Gomory. Dlatego jest ono także znane jako Morze Sodomy lub Morze Lota – opisanego w Biblii świadka tragicznych wydarzeń związanych z tymi miastami.

Jeden z fajniejszych dni, wreszcie nie było nigdzie widać żołnierzy z bronią, nikt nas nie „sprawdzał” na przejściach granicznych, nie zwiedzaliśmy też kolejnej świątyni.

Jak wiadomo w Morzu Martwym znajduje się lecznicze błoto, które wręcz czarodziejsko odmienia ludzi. Aby móc fotografować innych, nie korzystałam z uroków obrzucania się błotem, a i tak sprawiło mi to wiele frajdy. Oglądałam, jak dorośli ludzie bawią się w mazi i bez względu na kolor skóry czy wiek mają z tego wiele radości. Znajomi Nigeryjczycy wręcz hasali jak dzieci i widać było na ich twarzach beztroskę. Bardzo ciekawie zachowują się muzułmanki. Wchodzą do kąpieli w ubraniu i w nakryciu głowy – jest to oczywiście związane z wymogami Koranu. Ale może przy okazji robią pranie? Takie dwa w jednym.

Dzień niezwykle udany. Jak wiadomo śmiech wyzwala hormon szczęścia. a to w życiu przydatna rzecz. Wieczorem natomiast dobry trunek na przedłużenie uczucia euforii. Mam nadzieję, że po obejrzeniu moich zdjęć rzeczony hormon zadziała i u Państwa.

Dorota Szepetowska

 

Fotografie prezentowane na wystawie:

 

[nggallery id=14]

 

Wernisaż:

 

[nggallery id=25]